Początki Nocy Świętojańskiej sięgają dalekiej tradycji pogańskich
obchodów święta bogini płodności (Kupały). Tej nocy właściwie wszystko było dozwolone.
Z tego powodu Kościół katolicki bardzo zwalczał te obrzędy i z latami zmienił się
obraz tego święta. Magia i czary wypełniały cały świat, a kto żyw biegł nad wodę
albo nad ogniska. Pierwsze wzmianki o paleniu ognisk w tę
noc pochodzą z XIII w.
Choć kultura Słowian, wierzenia zaścianków oraz praktyki kultu bogów, uosabianych
w symbolach otaczającej nas przyrody oraz kosmosu, były niegdyś bogato rozkrzewione,
to do dzisiejszych czasów przetrwały tylko nieliczne przesłanki, składające się
na dość mglisty obraz dawnych rytuałów. Tym bardziej
więc, cenić i pielęgnować musimy pamięć o pradawnych obrzędach, z których najsilniej
ukorzenionym i najtrwalej przechowanym do dzisiejszych czasów,
jest kult Nocy świętojańskiej - wielkiego misterium ognia i wody.
Mimo, że nazwa nocy świętojańskiej, wskazuje na ścisłe korelacje z osobą św. Jana Chrzciciela,
(którego męczeństwo dokonać miało się jakoby 21 czerwca) nie należy jednak podejmować prób
datowania początków tego święta według tego tropu. W rzeczywistości, bowiem, wielkie misterium
przesilenia, jest o wiele starsze, niż chrześcijaństwo wśród Słowian, zaś pierwszych jego śladów,
doszukiwać należałoby się w zamierzchłych przedhistorycznych czasach. Odkąd, bowiem słowiańscy
astronomowie przypuścili datę pierwszego letniego dnia, na okolicę 21 czerwca, we wilijum
tegoż wydarzenia odbywały się pełne wielkiej radości obrzędy, ku czci boga słońca i jego zbawczej
energii zsyłanej na Ziemię.
Wraz z nastaniem wieczora, ludzie, którzy przez cały dzień przygotowywali się do świętowania,
w pięknych, barwnych strojach, opuszczali osady, a zdążając ku najwyższej górze w okolicy,
taką pieśń na ustach nieśli:Cóżeś nam przyniósł dobrego? Na tę noc, tę wesołą Będą muzykanci grać Będą dzieweczki hukać Oj dzisiaj Kupajło Hej jurto Jan Oj pójdziem dzieweczki Hej w zielony gaj"
Zanim jednak żądni biesiady "pielgrzymi", dotarli przez zapadające już mroki na wzgórze, specjalnie
"wyselekcjonowana" kadra młodzieńców i panien, pospieszyć musiała na szczyt, a zebrawszy drewno
przednie: sosnowe, świerkowe i cisowe w kopiec je ustawić. Aby ogień, który zapłonie na górze, był
godną światłością, mającą przedłużyć tej nocy światłość słoneczną, rozniecanie jego musiało być
poprzedzone wypowiedzeniem magicznej formuły. Sam akt krzesania iskry, jako tej, która da początek
błogosławionej sobótce, był złożonym przekazywanym z pokolenia na pokolenie procesem,
w którym materiał trący i zapalny stanowiły deski. Sposób ten wywodzący się od naszych słowiańskich
dziadów, dawał pewność powstania ognia żywego, który z natury zrodzony, naturą - rodzicielką się karmi,
aby dla kosmosu święte swe i czcigodne płomienie ofiarować.
Tak to w całej Europie od wiek wieków, ognie świętojańskie płonęły, a dymy ich snujące się przez
wszystkie niemal epoki i stulecia, dawały świadectwo niezwykłych rytuałów, odprawianych niegdyś
przez słowiańskich szamanów - magów, na część i chwałę wszechpotężnych żywiołów.
Rytualne ognie, zwane sobótkami, swą nazwę wywodzą od soboty. Nie oznacza to jednak, że palone
były właśnie w ten dzień (noc świętojańska jest świętem "ruchomym" i zależy od kalendarza
astronomicznego). Geneza nazwy sobótka, pozwala nam stwierdzić, że ogniska palone były w noc
"przedswięcia", czyli wigilii - soboty przesilenia, które jednak nie w dzień, ale właśnie nocą miało
swoje apogeum.
Sobota, była również miejscem rytualnych biesiad. Góra Ślęża (najwyższa w paśmie Masywu Ślęzy na
Przedgórzu Sudeckim, w XII wieku, miała, bowiem i taką zastępczą nazwę) z uwagi na to, iż w Zielone
Świątki oraz właśnie w Noc świętojańską, miejscowi zbierali się tam na swe ceremoniały, ludzie
skojarzyli nazwę tego wzniesienia ze świętym blaskiem tam się mieniącym i do dzisiejszych
czasów, nazwa sobótka przetrwała właśnie jako określenie kultowego ogniska.
|